Strona główna » Aktualności » Artykuły » Ewolucja i fitness dla mózgu, czyli „Photon” Normana Leto
51in16x1 oweztk

Tematy naukowe, czy to związane z medycyną, chemią, fizyką czy innymi dziedzinami nauk ścisłych w sztuce zawsze powodują pewne kontrowersje i dysonanse, a co za tym idzie, często przyjmują się raczej słabo. Czasem  słusznie, ponieważ zabawa w piaskownicy może i daje radość, ale jeśli nie ma się foremek i znajomości materiału, z którym pracujemy, raczej imponująca konstrukcja z tego nie powstanie. Choć momentami, nawet jeśli ma się najlepsze foremki i wiedzę na temat budulca, ostatecznie nie gwarantuje to sukcesu, ponieważ brak budowniczemu kreatywności. Wracając do tematu łączenia sztuki z teoriami naukowymi, nie chodzi tu w żadnym wypadku o nowe media. Jednak artyści nowych mediów także mają czasami skłonności do zbanalizowania lub przeintelektualizowania zarówno samej sztuki, jak i nauki, którą biorą na warsztat. Oczywiście niektórym udaje się to bardzo dobrze. Nie czas jednak na dłuższe analizowanie tego problemu, a opowiedzenie o konkretnej realizacji, która wielu pozytywnie zaskoczyła i która to właśnie sztukę łączy z naukami ścisłymi.

Chodzi o realizację filmową, którą okrzyknięto jednym z najciekawszych i najlepszych filmów polskich 2017 roku. Jest to „Photon” wyreżyserowany przez  zdobywcę paszportu polityki w 2014 roku -  Łukasza Banacha znanego szerzej, nie wiedzieć czemu, jako Norman Leto, uważanego za głównego przedstawiciela nurtu filmowego w sztukach wizualnych. Wyczekiwana od kilku lat premiera filmu miała miejsce na początku października tego roku. Wcześniej film pokazywany był na festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Szkice i rysunki odpowiające poszczególnym klatkom filmu oglądać można było z kolei w krakowskim Muzeum Historii Fotografii na monograficznej wystawie artysty – „Norman Leto. Nieistniejące przestrzenie wystaw”.   Film ukazujący ewolucję  i powstanie świata od najmniejszych cząstek elementarnych do myślących i rozwijających się organizmów żywych opiera się nie tylko na subiektywnym wyborze artysty, lecz powstał w konsultacji z naukowcami czy znawcami dziedzin nauk ścisłych. Wybór ten artysta naturalnie popiera rzeczywistymi sytuacjami i nomenklaturą naukową, którą szafuje na prawo i lewo, nie zostawiając tym razem widza bez słowa wyjaśnienia, jak zdarzało się w jego wcześniejszych realizacjach.  Film budują liczne animacje, symulacje i schematy, które Leto tworzył sam przez kilka lat, równolegle poszerzając swoją wiedzę na temat fizyki, chemii i biologii. Przedstawił on teorię ewolucji na podstawie istniejących już prac naukowych i teorii, które sam jednak trochę sfabularyzował. Bez wątpienia, artyście należy się ukłon za selekcję oraz wybór treści i problemów, z nieskończonej ilości informacji. Oczywiście już po seansie widz zauważa pewne niedopowiedzenia i rodzą się w nim refleksje, także takie, których film nie zaspokoił. Co w istocie nie jest możliwe w ciągu ograniczonej jego długości.



kadr z filmu "Photon".

 

Nie było to w żadnym stopniu kino banalne. Czy przeintelektualizowane? Tym razem wypadło znacznie lepiej niż w przypadku poprzedniej realizacji Leto - „Sailora”. I nie chodzi tu o poziom skomplikowania przekazywanej treści a sposób jej przekazywania. Artyście nie można zarzucić braku kunsztu, kreatywności czy analitycznego spojrzenia. Wszystkie trzy przejawiają się w jego twórczości prawie zawsze. Jednak wytknąć mu można tworzenie groteskowej atmosfery wokół naukowych wynurzeń. Nie robi tego oczywiście wprost, ale sposób przekazu – w pewnym stopniu tę groteskowość gwarantuje. W przypadku „Photonu” jest o niebo lepiej. Trochę zmienia w kwestii odbioru także fakt, że film czytany jest przez Andrzeja Chyrę, który przyjął co prawda nie tylko rolę narratora, ale nieco autokratycznego naukowca, jednak w przeciwieństwie do twórcy filmu, nie ma on aż tak chełpliwej maniery w głosie, której doświadczyli niektórzy, oglądając wspomnianego „Sailora”. Ten jednak był jedynie rozgrzewką przed zarzuceniem widzów naukowymi teoriami.

„Photon” to film opowiadający o zjawisku życia, który powinno się pokazywać w szkołach, nawet jeśli według niektórych to całkowicie spłyciłoby jego przekaz nie tylko treściowy, ale też wizualny. Jednak momentami w zwolnionym tempie, żeby spamiętać wszystko, co się w nim pojawiło. Dlaczego? Ponieważ jest analityczny, nie będąc przy tym permanentnie, jak zdarza się w przypadku większości filmów popularno-naukowych, nudnawym. Choć oczywiście także film Leto bywa momentami nużący, trudno tego uniknąć. „Photon” różni się od nich także stroną wizualną, stworzone przez artystę lepsze i trochę mniej dobre, struktury i schematy, które mają obrazować sytuacje i procesy, które przytacza, pozwalają doświadczać w czasie seansu także zróżnicowanych doznań wizualnych, które bądź co bądź zdecydowanie wzbogacają odbiór filmu. Najwięcej pojawia się ich w pierwszych kilkunastu minutach filmu, kiedy mowa np. o kwarkach.

Cała przygoda z filmem rozpoczyna się od opowieści o tym, jak powstają gwiazdy, materia czy planety. Pojawiają się wówczas wizualizacje, będące symulacjami procesów chemicznych czy fizycznych, niektóre niezwykle zjawiskowe i zachwycające walorami estetycznymi. Później, następuje dalszy liniowy rozwój, pojawiają się coraz bardziej skomplikowane formy żyjące, w tym człowiek. „Photon” pozwala zyskać świadomość o świecie i równocześnie o samym sobie, nawet tym, trochę hiperbolizując, którzy pochłonięci przez wspinanie się po szczeblach kariery i wprzęgnięci w wir materializmu, dla których narzędziem wzroku i postrzegania stają się ich elektroniczne gadżety i którzy przypominają raczej boty ze sztuczną inteligencją, niż myślącego, czującego człowieka, nagle mogą odkryć w sobie tę zjawiskową formę życia, na którą składa się niepojęta ilość elementów, a która stanowi właśnie o ich człowieczeństwie. Leto pokazuje widzowi, że procesy chemiczne, o których czasami on nawet nie pomyśli warunkują jego istnienie, najtafniej Leto ilustruje to za pomocą kształtowania się nowego organizmu ludzkiego w łonie matki. Artysta nie stawia jednak człowieka w centrum, teoria ewolucji odbywa się więc nie z perspektywy istoty ludzkiej, a podstawowych procesów zachodzących w świecie, które rozpoczął Wielki Wybuch i boska cząstka. W ostatniej części filmu artysta nie omija także temu przyszłości i technologicznych rozwiązań, które budować będą przyszłość. Ta futurologiczna i zarazem futurystyczna wizja jest znacznie bardziej rozbudowaną wersją wyobrażeń przyszłości pojawiających się w „Nowym, wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya. Ta huxleyowska była bardziej zaskakująca jedynie, biorąc pod uwagę czas, w którym powstała. Cybernetyczna ewolucja, którą Leto doprowadza do daleko idących transformacji, rodzi sporo dwubiegunowych refleksji, momentami nawet może swoją dziwnością i enigmatycznością przerażać, zwłaszcza kiedy Leto przewiduje koniec wszechświata, koniec wszystkiego. Futurystyczna wizja wydaje się mieć jednak także drugie dno, które ma ironiczny wymiar. Artysta jak odnosi się wrażenie, ukazując przyszłość naigrywuje się z pseudonaukowych wynurzeń o wszczepianiu czy zgrywaniu umysłów. Wizja Leto zdaje się kpić również z antyutopijnych wyobrażeń i w tym wypadku nie da się „Photonu” zupełnie, pożenić ze wspomnianym dziełem Huxleya.

Jedną rzeczą, która wyrzuca podczas seansu z wygodnych, przyjemnych przyzwyczajeń, to momennt, kiedy dowiadujemy się, że w tym wszystkim, całej ewolucji, która dzieje się od niezliczonej ilości czasu i w pewnym momencie zaczęła dziać się także na naszych oczach,  Leto, sztukę współczesną uważa wyłącznie za „fitness dla naszego mózgu” – mówiąc to oczywiście z perspektywy artysty współczesnego. Ten artysta współczesny, zmierzając się z nauką, bazującą, jak się wydaje na twardych zasadach, przedstawia widzowi coś, czego on zwyczajnie nie widzi, abstrahując w tym wypadku od osób, które zajmują się kwestiami tymi naukowo. Ukazuje procesy zachodzące w świecie, pozwalając widzowi na pobudzenie procesów w jego własnym mózgu. Zwłaszcza wyobraźni i tutaj właśnie artysta wykorzystuje swój warsztat artystyczny w całym spektrum. I wychodzi mu to znacznie lepiej niż w wielu innych jego realizacjach.


fot. materiały prasowe/ kadr z filmu „Photon” / T-Mobile Nowe Horyzonty.

Anna Gil

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ