Strona główna » Aktualności » Artykuły » Jak to wszystko się zaczęło –15 stuleci z Wilhelmem Sasnalem
Sasnal 15stuleci okladka

„15 stuleci” rozmowa Jakuba Banasiaka z Wilhelmem Sasnalem to opowieść trochę inna od tej, którą być może wszyscy znamy. W osi zainteresowania Banasiaka owszem jest sztuka, jest i słynna Grupa Ładnie, ale książka jest raczej wyprawą w stronę osobistego stosunku artysty do rzeczywistości.

Każda historia ma swój początek. Historia Sasnala zaczyna się w rodzinnych Mościcach, dzielnicy Tarnowa. To właśnie tam młody Wilhelm spędził dzieciństwo wraz z siostrą pod czujnym okiem babci, która opowiadała mu o historii rodziny. Jak okaże się za kilka lat – ta Mała Ojczyzna będzie dla niego zawszę istotnym punktem na mapie. Możliwe, że to właśnie tam, podczas zabaw na terenach przemysłowej dzielnicy miasta, podczas opowieści babci u młodego Wilhelma zakiełkowało zainteresowanie historią, która zawsze była i jest dla niego niezwykle istotna. Zresztą motyw ten powraca w różnych częściach książki. Malarz stawia przede wszystkim na artystyczną refleksję nad pewnymi kodami historii... Także tymi własnymi. „Zależy, jak rozumieć patriotyzm. Przynależność narodowa jest mi obca. Lubię określenie „kraina”, czuję przywiązanie do krajobrazu, smaków, zapachów, ziemi, języka. Jestem polskim krajowcem. Mam duży szacunek do tej ziemi – jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało, ziemi zbroczonej krwią. Do narodu już mniejszy. Podobnie pisał o tym Czesław Miłosz w Rodzinnej Europie. Kiedy opisywał krajobraz okolic Wilna, podkreślał, że na dłuższą metę w innym trudno mu się funkcjonuje. Musi być trochę pagórkowato – nie górzyście, ale i nie płasko. Mam podobnie, przywiązuję się do krajobrazu, widoków. Musi być tak, jak lubię, inaczej coś szwankuje.”-podkreśla.

W pewnym momencie w Polskiej sztuce pojawił się istotny mit. Chodzi tu o Grupę Ładnie w skład której wchodził Marcin Maciejowski, Rafał Bujnowski, Marek Firek, Józef „Tomczyk” Kurosawa i właśnie Wilhelm Sasnal. Trudno uchwycić moment, kiedy ta legenda zaczęła się kształtować. Z „15 stuleci” wyłania się po raz kolejny obraz, że grupa ta praktycznie nie istniała. Może nawet wierzyli w nią bardziej ludzie z zewnątrz niż sami „ładniowcy”. Niemniej to doświadczenie okazało się „trampoliną” dla większości członków grupy. Na pytanie o to, w jakim stopniu ukształtowała go grupa, odpowiada: „W żadnym, ponieważ była sytuacją towarzyską, a nie artystyczną. Po Grupie Ładnie nie pozostały żadne istotne fakty artystyczne– ani obrazy, ani manifesty” Ta jasna deklaracja, wycofanie także Sasnala, skupienie się na własnej koncepcji sztuki, prywatnej, osobistej, ale także takiej, gdzie przeplatają się bardziej oficjalne wydarzenia, stało się z czasem wyróżnikiem sztuki Wilhelma. Trzeba tu przyznać, że Banasiak świetnie prowadzi tę rozmowę. Jego pytania są konkretne, ale celne. Widać, że wie wiele o swoim rozmówcy i wie, co mogłoby zainteresować czytelników.

Nazwisko Sasnala stało się niewątpliwie synonimem sukcesu w sztuce. Oczywiście w „15 stuleciach” nie mogło zabraknąć pytań o nagrodę van Gogha, o sukces aukcyjny Sasnala, o wystawę w Zachęcie, ale także o wielkie wystawy i wielki świat sztuki. Co, ciekawe, mimo że sztuka jest centrum tej rozmowy, nie stanowi osi narracyjnej. Czytając ją widać, że Sasnal jest dojrzałym artystom. Już dawno przekroczył w swoim życiu magiczną linię, która pozwala mu na pewien dystans do art worldu. Nie chodzi tu, że odciął się od niego, ale widoczna u niego postawa charakteryzuje się pewną świadomością mechanizmów, jakie rządzą tym światem. I co, ważne jego opowieści o wizytach u kolekcjonerów w Azji, nie przytłaczają. Od to. Spotkanie jak każde inne. Naturalny element pracy. Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że to udawana skromność, przemyślana autokreacja. Z „15 stuleci|” wyłania się obraz nie tylko gwiazdy polskiej sztuki, ale także mówiąc trywialnie „fajnego, normalnego faceta”, z którym można pogadać zarówno o sztuce, o polityce tak jak o zwykłych codziennych sprawach. Trzeba przyznać, że jest to książka świetna, momentami wręcz fascynująca, taka, od której nie można się oderwać. Z wielu powodów. Przede wszystkim jest to pierwszy tak obszerny wywiad z Sasnalem, chodź jednocześnie jest to propozycja pewnej monografii i znakomita lekcja „czytania” jego sztuki.

Wszystkie rozdziały, dociekania Banasiaka, przemyślenia samego artysty zostały tu podane w bardzo przyjemnej formie, w takiej, która mogłaby nawet zainteresować osoby nieznające do końca sztuki Sasnala. I co bardzo istotne, „15 stuleci” jest przykładem publikacji o sztuce, która ma właśnie szansę trafić do przeciętnych odbiorców. Nie specjalistów, nie artystów, ale po prostu miłośników dobrej literatury. To w polskich publikacjach dotyczących sztuki przykład bardzo rzadki.

W wywiadzie, co warto podkreślić, znajduje się wiele ciekawych anegdot – m.in. o tym, jak malarstwo Romka Dziadkiewicza wpłynęło na Wilhelma, jak trafił do Fundacji Galerii Foksal, czy takich o wyprawach do Berlina, gdzie wraz z Anką młody Wilhelm odkrywał międzynarodowy świat sztuki. Książka - rozmowa Banasiaka i Sasnala jest wielowątkowa i podobnie jak sztuka tego drugiego nie zawsze przewidywalna i jasno określona, przez co wciąga jak najlepszy kryminał. Jednak jest to przede wszystkim pochwała wolności artystycznej. Jak podkreśla Sasnal w ostatniej wypowiedzi w książce : „Czuję się wolny, bo mogę wieść życie takie, jakie chcę i jakie lubię. Zdaję
sobie sprawę, że znajduję się w uprzywilejowanej sytuacji – nie muszę, że tak powiem, zginać karku. Malowanie jest najwspanialszym sposobem na spędzenie życia. Co może być przyjemniejszego niż to, że siedzisz sam ze sobą w pracowni, a przed tobą jest tylko to, co wykonasz bez żadnych ograniczeń i we własnym tempie?(...)”... Dlatego też we własnym tempie zachęcam do przeczytania tej książki. Warto.

 

Książka „15 stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem”, Jakub Banasiak
Wydawnictwo Czarne

 

fot. fragment okładki

Marta Kudelska

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ