Strona główna » Aktualności » Artykuły » Po raz pierwszy,po raz drugi,po raz trzeci. Komu sprzedane?
Matejko

Można powiedzieć, że obraz ten objęty jest tajemnicą. Po wielu latach odnaleziono go za oceanem. Dziś po godzinie 19 okaże się, kto zostanie jego nowym właścicielem. Muzeum? Inna instytucja publiczna? A może osoba prywatna? W przypadku tego obrazu od kilku dni narosło więcej spekulacji, fantazji, niż…faktów? O jakim obrazie mowa?

Miał wówczas niecałe 23 lata. Jeszcze nikt nie przypuszczał, że za kilkanaście lat będzie się o nim mówić jako o ojcu polskiego malarstwa historycznego. Możliwe, że w tamtych czasach mało, kto przypuszczał, że ten młody chłopak zawładnie wyobraźnią swoich rodaków…że to on stworzy coś, co późniejsze pokolenia nazywają pamięcią zbiorową. Oczywiście, można z tym polemizować, ale Jan Matejko stworzył dla nas historię. Wspominając minione dzieje, bardzo często myślimy jego obrazami. Polscy Królowie i Królowe już (może) na zawszę będą nosić przypisane przez niego twarze. Wydarzenia ważne, dla naszej historii będą mieć znaną z jego płócien dynamikę, kształt, kolor. Czy tego chcemy, czy nie bardzo często odwołując się do historii „myślimy jego płótnami”. Oczywiście, można tu wspominać, że nie był wybitnym malarzem, że jego kompozycje są sztampowe, można wytykać podstawowe błędy anatomiczne, niedbalstwo jego płócien… Jednak żaden inny malarz w Polsce do tej pory nie posiadł władzy nad milionami. W 1861 roku obraz „Zabicie Wapowskiego” zaprezentowano w Towarzystwie Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie w warszawskiej Zachęcie. Obraz szybko zyskał nowego właściciela. W pewnym momencie 2011 roku obraz ten sprowadzono do Polski przez Salon Dzieł Sztuki CONNAISSEUR... Podobno obecny nieznany właściciel jest trzecim z kolei. Kto będzie następnym?

Akcja „Zabicia Wapkowskiego” dzieje się w 1574 roku na turnieju podczas koronacji Henryka Walezego. Podczas tego wydarzenia doszło do konfliktu pomiędzy dwoma ważnymi postaciami. Kopie zatkniętą przez Samueala Zborowskiego podjął dworzanin kasztelana Jana Tęczyńskiego. Zborowski ówczesny awanturnik uznał to za zniewagę. Gdyby nie interwencja kasztelana Andrzeja Wapkowskiego – kasztelana przemyskiego, mogłoby dojść do niemałej awantury. Bądź co bądź wydarzenie skończyło się śmiercią tego ostatniego. Reszta szlachty po tym przykrym incydencie zaciągnęła zwłoki kasztelana, do króla domagając się sprawiedliwości. Niestety, słaby, uwikłany politycznie król nie był w stanie wynegocjować, albo nazwijmy to wprost wymusić prawomocnego wyroku…

Krytyczne przesłanie, które dobrze znamy z kilku późniejszych płócien Matejki, dało o sobie znać już u tego młodego malarza… Kolejne wersy jego historii dobrze znamy… Pytanie, kto dopisze dziś jej kolejne strofy?

 

fot. materiały prasowe

Marta Kudelska

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ