Strona główna » Aktualności » Artykuły » Przemiany polskiego rynku sztuki - Konstanty Węgrzyn/część 3
Konstanty wegrzyn2

Weronika Ptak: Panie Konstanty chciałabym ponownie przywołać temat osób które dzieła sztuki kupowały w czasach PRLu. Wspominał Pan, że dużą grupą klientów były osoby z zagranicy. Czy wtedy inaczej wyglądało prawo odnośnie wywozu?

Konstanty Węgrzyn: Klienci zza granicy kupowali tylko i wyłącznie sztukę współczesną, wówczas na taki obiekt dostawało się zaświadczenie. Sztuki dawnej absolutnie nie można było wywozić, nawet mebelka, żelazka. Nic. Był na to 100 % zakaz. W przypadku sztuki współczesnej nie stanowiło to specjalnego problemu, stąd za granicą powstawały wspaniałe kolekcje. Znam taką wiedeńską, czy amerykańską kolekcję Grupy Krakowskiej, którą prezentowało ją kiedyś Muzeum Narodowe. 10 lat temu kupowane było wszystko, bo różnica dolarowa była taka, że Nowosielski, Stażewski, Kantor kosztowali od 500 do 2000 dolarów. Oczywiście ten dolar był wówczas dużo mocniejszy, ale mimo wszystko. Mój znajomy z Francji przyjeżdżał do Polski i kupował bardzo dużo prac. Teraz gdy do niego dzwonię i mówię, że Nowosielski kosztuje tyle i tyle, nie chce mi wierzyć.

Weronika Ptak: Jak Pana zdaniem wygląda to obecnie? Czy wciąż pojawia się duże zainteresowanie z rynków zagranicznych?

Konstanty Węgrzyn: Jeżeli tak, to tylko Polaków mieszkających na zachodzie. Proszę nie wierzyć w żadne opowieści, że np. sukces Sasnala to był przypadek. To była bardzo świadoma zagrywka Saatchi and Saatchi. Wylansowali go, bo kupili wcześniej ileś jego obrazów, żeby następnie na tym zarabiać. Na pierwszej wystawie Grupy Ładnie te obrazy kosztowały po 500, 1000 zł. Można było bez problemu kupić całą wystawę. To był akurat szczęśliwy zbieg okoliczności, ale nie możemy mówić o jakimś masowym zainteresowaniu. Teraz polski rynek interesuje się kręgami Fangora i jego sztuką, która dla mnie jest wtórna. A to zainteresowanie jego sztuką to jakaś propaganda sukcesu. Teraz wszyscy chcą jego płótna i płacą za nie po 500 tys, po milion. Dla mnie jest to trochę niepotrzebne zawracanie głowy, ale jak są klienci to i towar się znajdzie.  

Weronika Ptak: Oczywiście. Czy jeszcze, gdy był Pan dyrektorem DESA Kraków patrzono na Zachód by zaczerpnąć jakieś wzorce?

Proszę Pani, oczywiście. Organizowaliśmy jako DESA Kraków bardzo wiele wystaw zagranicznych, głównie w Instytutach Kultury Polskiej, albo na zaproszenie. Były takie imprezy jak Dni Kultury Polskiej w Niemczech. Robiłem wystawy Grupy Krakowskiej jako dyrektor DESY, razem z Maszą Potocką, która u mnie wówczas pracowała. Tak samo pracował u mnie Andrzej Starmach. Pokazywaliśmy wystawy w Sztokholmie, Londynie, Paryżu, Berlinie, Lipsku, Budapeszcie. Pokazywaliśmy tam absolutnie najlepszą i najnowszą sztukę z Krakowa. Często narzekano, że pokazujemy jakieś nowoczesne „izmy”, ale my się tym nie przejmowaliśmy, bo w Polsce była na tyle rozwinięta wolność twórcza, że nie stanowiło to żadnego problemu. Panie pewnie pamiętają zasadę dla twórczości plastycznej w tamtych czasach, można było wszystko, byleby nie była to sztuka antysocjalistyczna, albo antyradziecka. Akurat tych tematów nikt nie dotykał, bo nikogo to specjalnie nie obchodziło.

Weronika Ptak: Mało mówiliśmy tu o samych aukcjach. Mam pytanie czy jest obiekt, bądź zdarzenie, właśnie związane z samymi aukcjami, które miło Panu wspomnieć?

Konstanty Węgrzyn: Jest bardzo dużo takich sytuacji, ale nie mogę zdradzać za dużo tajemnic bo zawód antykwariusza polega trochę na tworzeniu takich ciekawych sytuacji. Jak już wspominałem jeździłem na Zachód i kupowałem dużo obrazów, np. Brandta. Przebicie było bardzo duże, bo płaciło się za obraz 10 tys. marek a dostawało się 3 razy tyle. Kiedyś, podczas pobytu we Wiedniu kupiłem obraz Jerzego Merkla za około 1000 marek, tamtejszy antykwariat oczywiście nie wiedział, co to jest i oddałem obraz na aukcję do Rempexu i poszedł w efekcie za 38 tys.

Sara Kiedroń: W takim razie ostatnie pytanie. Jakie są Pana zdaniem najbardziej znaczące zmiany, transformacje, którym ulegał rynek od czasu jak Pan się na nim pojawił do teraz? Bo zmiany są oczywiście olbrzymie.

Konstanty Węgrzyn: Szczegółowa odpowiedź na to pytanie wymagałaby bardzo dużo czasu. Mogę tylko powiedzieć, że faktycznie zupełnie inne było zainteresowanie sztuką w czasach socjalizmu, a zupełnie inne po. Jak już wspominałem, pierwszy okres to była ogólnie dominacja mebla, później tradycyjne malarstwo. Sztuka międzywojenna, czy awangarda przed wojenna pojawiła się dopiero dobre parę lat później. Natomiast ostatnie tendencje są bardzo wyraźne, jest to głównie zainteresowanie sztuką po 1945 roku, nie tylko Grupą Krakowską, ale także innymi artystami. Trzeba tu pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Można lansować wielkich artystów, ale warto także promować artystów bardzo dobrych, którzy kiedyś nie mogli zaistnieć. To była wielka tragedia środowiska artystycznego w socjalizmie, że wielu z nich nie mogło zabłysnąć swoją twórczością.

Sara Kiedroń: W aneksie do tego pytania: czy w takim razie, bo mówił Pan o tym, że za PRL zainteresowanie sztuką było duże - bo było też dużo więcej środków państwowych na zakupy muzealne - natomiast obecnie mam wrażenie, że ten rynek rośnie. Ale to wiąże się z wprowadzeniem zachodnich praktyk np. marketingowych, stara się popularyzować to w społeczeństwie. Czy uważa Pan, że w tym momencie odbijamy się troszkę od tej zapaści, która się pojawiła po zmianie ustroju i po wycofaniu tych funduszy na rzecz zainteresowania wśród osób prywatnych, może nowej klasy średniej?

Konstanty Węgrzyn: Przede wszystkim patrzę na rozwój zamożności społeczeństwa. Wraz z jego rozwojem, rośnie zainteresowanie sztuką. W ciągu ostatnich lat zaszły ogromne zmiany, kiedyś kupowano zegarki, biżuterię, teraz jak ma się rezydencje 100, 200, 300 metrów to chce się ją wypełnić sztuką – często lekką, łatwą i przyjemną. Dla mnie takim artystą jest właśnie Fangor. Patrząc na to wszystko, mam wrażenie, że nasz rodzimy rynek pójdzie w stronę tego zachodnioeuropejskiego.

 


fot. materiały prasowe

Rozmawiały : Sara Kiedroń i Weronika Ptak

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ