Strona główna » Aktualności » Artykuły » Rozmowy o zmianach rynku sztuki - Konstanty Węgrzyn/część 1
Kw

Ciąg dalszy rozmów z Konstantym Węgrzynem o przemianach rynku sztuki. W dwuczęściowej rozmowie Sara Kiedroń i Weronika Ptak pytają o regulacje prawne, o status rzeczoznawcy i kwestie dotyczące ubezpieczenia przez osoby wykonujące ten zawód. Dlaczego to takie ważne? Jakie wymagania powinna spełnić osoba, która chce podjąć się tego zawodu? Jak wyglądało tworzenie się domów aukcyjnych po 1989 roku? Na te i na wiele innych pytań, znajdziecie odpowiedzi w naszym wywiadzie.

 

Weronika Ptak: Podczas naszej ostatniej rozmowy mówiliśmy o różnicach między rynkiem w PRL'u a rynkiem obecnie. Jak z punktu widzenia galerzysty, aukcjonera wyglądają największe zmiany regulacyjne i prawne tego rynku, które nastąpiły po przemianie w 1989 roku?

Konstanty Węgrzyn: Proszę Pani, tu w ogóle nie ma żadnego porównania, nie tylko na rynku antykwarycznym, ale także w innych dziedzinach. Proszę pamiętać, że przez długie lata, od lat 50 XX wieku panował państwowy monopol firmy DESA. W tej dziedzinie jednak żaden monopol nie jest dobry i możliwy. Gdyby tak było, to na zachodzie już dawno by powstał przy ich liberalnej gospodarce. Oczywiście jest tak, że galeria ma jedną filię, gdzieś drugą, czy nawet w innym kraju, ale to nie zmienia sprawy i jej oceny. Ten skok po 1989 był skokiem w nieznane, ale w naszym gronie koleżanki i koledzy się przygotowywali do tego. Spodziewaliśmy się, że kiedyś nastąpi ten krach polityczny, który zmieni sytuację i będą istniały głównie prywatne antykwariaty. I tak też się stało. Oczywiście DESA tak jak inne zakłady pracy, mogła być wykupiona i została wykupiona przez załogę. Wszystkie warszawskie antykwariaty zostały sprzedane firmie UNICUM, którą wykupił Pan Juliusz Windorbski i stworzył rzeczywiście najpoważniejszego partnera na rynku. Jednak jest to przede wszystkim działalność aukcyjna, bo on generuje z tego, co wiem ponad połowę całego obrotu domów aukcyjnych.

Weronika Ptak: To jest chyba 60% w tym momencie?

Konstanty Węgrzyn: Jest to raczej taka pozytywna sytuacja, bo w różnych innych krajach jest podobnie. Jeden, dwa domy aukcyjne, które są dominujące, a oprócz tego wiele innych mniejszych, średnich, często ukierunkowanych na jakąś konkretną dziedzinę sztuki. Jednak wracając do przemian o które Pani pytała. My w Stanie Wojennym czuliśmy, że ten system padnie. Później już, gdy premier Mazowiecki wydał odpowiednie rozporządzenie zaczęliśmy tworzyć antykwariaty. W Krakowie powstało ich z 7-8, ale bardzo rzadko otwierały się one w centrum miasta. Tam tylko działał Pan Jerzy Kozłowski i ja, a reszta otwierała na Podgórzu, Kleparzu w różnych dziwnych miejscach. Niestety te antykwariaty po kilku latach padły, bo żeby takie miejsce mogło funkcjonować musi być stały dopływ towaru. Poza tym żaden klient nie szuka gdzieś na bocznych uliczkach, wszyscy lgną do centrum.

Weronika Ptak: A jeśli chodzi o same regulacje prawne, czy samo prawo uległo zmianom?

Konstanty Węgrzyn: Regulacja prawna była jedna, rozporządzenie było jeszcze rządu Wilczka, a potem potwierdził je rząd Mazowieckiego.

Weronika Ptak: Czy możemy jeszcze coś powiedzieć o tych regulacjach prawnych. Bo to jest bardzo ciekawy temat.

Konstanty Węgrzyn: Regulacje prawne nie dotyczyły akurat samego rynku sztuki, tylko to były regulacje dotyczące w ogóle handlu. Wówczas istniały generalne regulacje, które absolutnie pozwalały na spokojny, swobodny handel. Do tego doszły jeszcze pozytywne decyzje rządu o zniesieniu ceł przywozowych dzieł sztuki. Bardzo dużo polskich dzieł sztuki wpłynęło do Polski, z Austrii, z Niemiec, z Italii, z Francji itd. To, co w okresie zaborów, czy przedwojennej biedy było wywożone na zachód do różnych krajów.

Sara Kiedroń: Wspomina Pan, że wszytko zostało poluzowane. Teraz w miarę rozwoju tego rynku coraz częściej podnoszą się głosy, że jednak tych regulacji brakuje. Czy Pan w swojej praktyce zawodowej uważa, że są rzeczywiście takie pola, które powinny być jednak lepiej regulowane?

Konstanty Węgrzyn: Ja to kwalifikuję jako ciągoty biurokratyczne. Ciągoty do regulowania życia. Jestem liberałem i uważam, że nie jest to w antykwarstwie i sztuce współczesnej w żadnym stopniu potrzebne. W żadnym stopniu. Koncesje wymagałyby wykształcenia z zakresu sztuki. Moim zdaniem to nie ma sensu dlatego, że pracują w tym zawodzie entuzjaści, a poza tym są różne składy osobowe. Jeden jest historykiem sztuki, drugi jest ekonomistą, trzeci jest inżynierem, czwarty byłym właścicielem dużej firmy, więc po co to robić...Jako przykład podam tu apteki. Tu popełniono straszny błąd, że mogą je prowadzić tylko aptekarze. Była ostatnio z tym związana afera, bo niby dlaczego tylko oni mogą to robić? Co, to ma za znaczenie? Każdy może sam prowadzić takie miejsce, wiadomo, że musi zatrudnić farmaceutę z wykształceniem, ale dlaczego nie on może być właścicielem, co za bzdury kompletne.

Sara Kiedroń: Ale na przykład na takim troszkę głębszym poziomie, czyli powiedzmy sobie dla przykładu współpraca z ekspertami. Ekspert Pan Adam Konopacki wspominał, że eksperci powinni mieć wymóg ubezpieczania się?

Konstanty Węgrzyn: Proszę Pani na zachodzie mają do tego prawo eksperci wybitni, wybitni podkreślam, którzy zajmują się jednym lub dwoma artystami, albo jedną jakąś tendencją, kierunkiem mają ubezpieczenie, natomiast cała reszta nie ma. Myślę, że powinni, ale do tego dorośniemy może za pięć, dziesięć lat, bo nie jest w ogóle uregulowana sytuacja rzeczoznawców, dlatego że to jest bardzo trudna sprawa. Gdy zaczynałem pracę w DESIE, objąłem stanowisko dyrektora, no i dowiedziałem się, że pracują tam cztery panię rzeczoznawczynie, które znają się na wszystkim. Na XIX wieku, na cynie XVIII wiecznej i na porcelanie, na malarstwie holenderskim i na Grupie Wprost. Pomyślałem, że nie ma cudów by ktoś miał taką szeroką wiedzę. Okazało się, że te Panie nie umniejszając ich wiedzy, czerpały ją z książek i katalogów.  Żeby ktoś był ekspertem to musi na dany temat, czy o danym artyście, o danym kierunku, o danej dziedzinie mieć bardzo dogłębną wiedzę. Znakomitym ekspertem był Pan Józef Chrobak, ale tylko od Grupy Krakowskiej, bo pracował z nią wiele lat. Znał tych artystów pomagał im, pracował z nimi jeszcze jak pracował u mnie w DESIE Kraków. Bardzo dobrym znawcą, ale też z konkretnego odcinka historii sztuki jest Pani Masza Potocka dyrektor MOCAKu. Natomiast my współpracujemy z różnymi ekspertami. Panią, która była specjalistką od Wyspiańskiego, była dwadzieścia kilka lat kierownikiem Domu Wyspiańskiego. Z panią Buyko, która była też osiemnaście, dwadzieścia lat kierownikiem Domu Matejki, ale one nie rwą się do pisania ekspertyz o innych artystach. No i tak jest na zachodzie. Modiglianim zajmuje się tylko dwóch rzeczoznawców. Jeden w Paryżu, jeden w Italii i koniec żadne inne osoby nie wchodzą w rachubę, i żadne inne ekspertyzy innych osób się w ogóle nie liczą.

Sara Kiedroń: Czy uważa Pan w takim razie, że powinien powstać rejestr takich ekspertów z zakresem ich działalności?

Konstanty Węgrzyn: Trwają nad tym prace w Ministerstwie. Musi minąć jeszcze pewien czas, żeby uzgodnić z nimi określone i odpowiednie warunki, wymagania, którym powinien taki rzeczoznawca odpowiadać. Tylko muszę tu podkreślić, że jestem przeciwko wszystkoizmowi, bo wszystkoizm w antykwarstwie nie istnieje. Oczywiście, że się znam trochę na porcelanie, trochę na cynie, ale tylko trochę. Nie jest to powód bym wydawał ekspertyzy. Ja mogę wydawać takie ekspertyzy na temat tego, na czym się znam i tylko tyle. Antykwariusz, który pracuje i prowadzi antykwariat musi mieć taką wiedzę podstawową, by mógł rozpoznać czy ten obraz, czy obiekt nadaje się do sprzedaży, czy może do dalszych badań. Jeśli nie to ludzi, którzy przychodzą z takimi rzeczami trzeba po prostu odesłać.

 

 

fot. materiały prasowe

Rozmawiały : Sara Kiedroń i Weronika Ptak

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ