Strona główna » Aktualności » Artykuły » "Ślady istnienia" Magdaleny Abakanowicz we Wrocławiu
1

„Ślady” wyznaczają drogę. Istnieje przekonanie, że podążając ich tropem, dojdzie się do celu, natrafi na coś lub na kogoś. Podróżując, poszukując czegoś, często się na nie zdajemy. Istnieje w nich potencjał łączenia, pewności, jak również poczucia drogi i jej satysfakcjonującego końca. Zanim jednak wyruszymy w podróż i zdamy się na znajdujące się na naszej drodze ślady, powinniśmy wiedzieć, jaki jest cel naszej wyprawy. Czasem może ona przybrać bardziej melancholijny charakter, wtedy pozostawione gdzieniegdzie znaki, możemy traktować jako „ślady istnienia”. Właśnie to hasło, stało się osią otwartej we Wrocławiu przez mia ART GALLERY z końcem czerwca wystawy zmarłej w tym roku wybitnej polskiej rzeźbiarki – Magdaleny Abakanowicz.

Odwiedzając wystawę, już po chwili okazuje się, że rozprzestrzenia się ona niemal na całe miasto. Spacerując po Wrocławiu, natrafiamy na ukryte prace artystki – są trochę jak tropy, drogowskazy, znaki, które coś podpowiadają, uchylają rąbka tajemnicy, jak ślady znalezione w gęstwinie lasu.  Tylko od nas zależy, w jaki sposób je odczytamy, ponieważ to my dokonujemy ostatecznego wyboru. Wydaje się, że ta ostatnia myśl, mogłaby być mottem wrocławskiej wystawy.

Abakanowicz, której realizacje trudno pomylić z dziełami innych artystów, za pomocą swojej twórczości zastanawiała się nad kondycją współczesnej rzeźby. Z różnych dyskusji na temat jej roli i znaczenia zawsze wychodziła obronną ręką. Ścieżka, którą obrała prowadziła poprzez konkretne historie determinowane zarówno topograficznie, jak i historycznie. Artystka spoglądała także z uwrażliwieniem na los pojedynczego człowieka. Wystawa „Ślady istnienia” jest na tej drodze powrotem do mitycznej krainy przeszłości. Jest to tym bardziej odczuwalne, biorąc pod uwagę nie tak dawną śmierć artystki. Czy zatem wystawa jest powrotem do tego, co było, aby jeszcze raz odnaleźć ciągłość istnienia? „Badając człowieka, badam właściwie siebie (…). Moje formy to kolejne skóry, które z siebie zdejmuję, znacząc etapy mojej drogi. Za każdym razem należą do mnie tak bardzo i ja należę do nich, że nie możemy bez siebie istnieć. Czuwam nad ich egzystencją. Miękkie, zawierają w sobie nieskończoną ilość kształtów możliwych, z których tylko jeden jest przeze mnie wybrany jako właściwa forma znacząca. W salach wystawowych stwarzam im przestrzenie, w których rozpościerają swoje promieniowanie energii mojej im nadanej. Istnieją razem ze mną, zależne ode mnie, ja zależna od nich. (…) Beze mnie, jak porzucone części ciała oddzielone od korpusu – nie mają sensu” - mówiła artystka. Jednak patrząc na jej pracę, można odnieść wrażenie, że Abakanowicz myliła się. Stworzone przez nią rzeźby, obiekty, pozostawione notatki, szkice, fotografie wciąż do nas przemawiają, może tym mocniej, że nie ma już tej, która dała im głos?

Tym, co uderza w realizacjach Abakanowicz jest pewna logika paradoksu, która każe nam jako odbiorcom zderzać się ze sobą i tym, co poza nami. Przy czym jest to kontakt niezwykle cielesny. Abakanowicz posiadała niezwykły dar wsłuchiwania się w echa wielkiej historii, lecz miała świadomość, że to ostatecznie jednostka ustala reguły gry. Rozmach jej realizacji przyprawia o metafizyczne dreszcze, podobne do tych, gdy doświadczamy czegoś niezwykłego, wzniosłego, czegoś, z czym kontakt przejmuje nas trwogą. Temperament rzeźb artystki, każe nam szukać ładu i harmonii, ukrytych w prostych materiałach, prostych formach, które niemal zawsze związane są z demiurgicznym zacięciem.

„Pracuję ciągle nad tą samą dawną historią, dawną, jak sama egzystencja, opowiadam o niej, o lękach, rozczarowaniach i tęsknotach, które niesie” - podkreślała artystka. I faktycznie. Sam wrocławski pokaz nosi wszelkie znamiona czegoś znanego, uniwersalnego, ale wciąż nieoswojonego. Zwiedzając wystawę przychodzi w pewnym momencie ochota by uciec, schować się, zaszyć gdzieś głęboko, tak by nikt i nic nie mogło nas znaleźć. Jednak po chwili przychodzi refleksja – gdziekolwiek nie uciekniemy, wszystkie tęsknoty, rozczarowania, lęki mimo to pozostaną z nami. Wrocławska wystawa Abakanowicz ukazuje zarówno kruchość kondycji ludzkiej, jak i jej wielki potencjał. Wyczytać z niej można także przesłanie, które artystka starała się nieustannie powtarzać, dotyczące istnienia uniwersalnych znaków, którymi warto się kierować.


 

Wystawa retrospektywna: 23 czerwca – 25 sierpnia 2017  

 

Główny organizator: Fundacja All That Art! / Współorganizatorzy: Biuro Wrocław 2016, European ArtEast Foundation /  Kuratorzy: Maria Rus Bojan, Mariusz Hermansdorfer / Producent: Magdalena Mielnicka / Koordynacja projektu i nadzór: Natalia Myślicka / Realizacja: mia ART GALLERY (Magdalena Mielnicka, Natalia Myślicka, Anna Masłoń, Joanna Wolan, Martyna Rominkiewicz)

 

foto.: materiały prasowe 

Marta Kudelska

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ

.jpg?sha=2a3621e0679ba215

57 BIENNALE W WENECJI – NOWY MODEL?

13 grudzień 2017

Tegoroczne Biennale w Wenecji, które zakończyło się 27 listopada, odwiedziło ponad 600 tysięcy gości. Dużym sukcesem wystawy jest fakt, że odbywała się ona praktycznie w całym mieście