Strona główna » Aktualności » Artykuły » Tenisista, który został kolekcjonerem sztuki –Wojciech Fibak
Fibiak

Sztuka była obecna w jego życiu od najmłodszych lat. Z czasem stała się pasją, która zaprowadziła go do zbudowania własnej kolekcji sztuki i galerii. Z Wojciechem Fibakiem rozmawiamy o początkach jego kariery, budowaniu kolekcji, ale także o tym, o czym każdy kolekcjoner powinien pamiętać.

 

 

Numarte: W wieku osiemnastu lat został Pan zawodowym tenisistą. Gdyby dziś z perspektywy czasu,
musiał Pan się określić jednym słowem, byłby to sportowiec, kolekcjoner, biznesmen, czy po prostu miłośnik sztuki?

 

Wojciech Fibak: Tenisista, kolekcjoner.

 

N: Kiedy zaczął Pan interesować się sztuką i kolekcjonowaniem?

 

WF: W czasach, gdy chodziłem do liceum, moja mama zbierała porcelanę – Miśnię, meble – głównie Biedermeier z końca dziewiętnastego i początku dwudziestego wieku. Często także odwiedzała różnego rodzaju antykwariaty i ówczesną DESĘ, w czym niejednokrotnie jej towarzyszyłem. W moim pokoju wisiały reprodukcje znanych muzealnych obrazów. To mnie w pewien sposób ukształtowało.

 

N: Pana pasja kolekcjonerska wywodzi się zatem bardziej z pobudek emocjonalnych niż pragmatycznych.

 

WF: Zdecydowanie. Kultura zawsze była dla mnie ważna; interesowała mnie sztuka, teatr, kino, literatura…

 

N: Sport i sztuka to bardzo odmienne dziedziny. Czy jest coś takiego, czego nauczył się Pan w sporcie, co przydaje się na rynku sztuki?

 

WF: Tak, to pewnego rodzaju dyscyplina, cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celów. Ponadto, ze sportu wynosi się szacunek dla drugiego człowieka. To pomaga docenić innych kolekcjonerów i marszandów. Na pewno współzawodnictwo i rywalizacja to cechy obecne w obu dyscyplinach – sporcie i rynku sztuki.

 

N: Wiele lat mieszkał Pan poza Polską. Czy z perspektywy Nowego Jorku, Londynu czy Paryża Warszawa to dobre miejsce dla kolekcjonera sztuki?

 

WF: Tak, Warszawa wspaniale się rozwija. W Polsce mieliśmy i mamy znakomitych artystów, którzy nie zostali docenieni w czasach Polski Ludowej, gdyż ich kontakt ze światem był ograniczony. Lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte, siedemdziesiąte i osiemdziesiąte to prawie cztery dekady, które zostały w dużej mierze stracone, jeśli chodzi o obecność Polaków na rynku sztuki. Tym większą przyjemnością było od początku lat dziewięćdziesiątych odkrywanie i prezentowanie twórczości tych artystów szerszej publiczności. Dziś rynek sztuki jest całkowicie otwarty a Warszawa to miejsce, w którym kolekcjoner, też ten początkujący, ma coraz więcej możliwości, by budować swoje zbiory oraz wiedzę. Na przykład domy aukcyjne, których przybywa w stolicy z roku na rok, organizują oprowadzania po wystawach przed aukcyjnych z historykami sztuki, wydają katalogi pełne informacji o artyście, dziele, kontekście powstania danego obiektu, a ponadto, starają się docierać do szerokiego grona odbiorców poprzez prasę, telewizję i internet. Dzięki takim zabiegom polski rynek sztuki powiększa się i nabiera tempa, a to dobry znak dla kolekcjonera.

 

N: Czy zbiory prezentowane w Galerii Kolekcji Fibak stanowią bardziej odbicie prywatnych zainteresowań, czy może trendów obecnie panujących na rynku sztuki?

 

WF: Ponad dziewięćdziesiąt procent prac pokazywanych przy Krakowskim Przedmieściu jest moją własnością i częścią całej kolekcji. Odzwierciedla ona gusta moje i osób mi bliskich: rodziny, przyjaciół w tym przyjaciół-kolekcjonerów.

 

N: Jakie osoby kupują najczęściej dzieła sztuki? Kto interesuje się budowaniem kolekcji?

 

WF: Na świecie to prawie wszyscy, którzy osiągnęli jakiś sukces finansowy w różnych dziedzinach. Większość z nich coś kolekcjonuje, niekoniecznie obrazy, rzeźby, czy fotografię. U nas zajmuje się tym nadal może 1 – 5 procent osób,  które mają na swoim koncie jakiś sukces, podczas gdy w Nowym Jorku czy Paryżu jest to 90 procent. Poza tym można też kolekcjonować bez przeszkód finansowych: wybrać inne dziedziny, na które finanse nie mają tak dużego wpływu. Dziś wśród trzydziesto- a nawet dwudziesto-  kilku latków z tak zwanej „klasy kreatywnej” modne staje się kupowanie niedrogich, ale ciekawych prac na papierze, albo obrazów młodych artystów, które być może z czasem zyskają na wartości. Grupa ta w ostatnim czasie mocno wpływa na rozwój rynku sztuki, ale nie zapominajmy też o kolekcjonerach, którzy działają na tym polu od kilkudziesięciu lat i wcale nie zamierzają go oddawać. Dowodem na to są zacięte licytacje, które skutkują czasem rekordowymi wynikami np. przy pracach Wojciecha Fangora czy Aliny Szapocznikow.

 

N: Za kilka dni w Krakowie odbędzie się spotkanie, podczas którego będzie Pan opowiadał o kolekcjonowaniu dzieł sztuki. Spotkanie to odbędzie się w ramach Krakersa, czyli krakowskiego Gallery Weekendu. Co dają nam tego typu spotkania z ekspertami?

 

WF: To spotkanie skierowane jest do innych kolekcjonerów, którzy rozpoczynają swoją przygodę ze sztuką lub już kolekcjonują. Mogą spotkać się ze mną bezpośrednio i zadać najróżniejsze pytania – poznać moje doświadczenia z kolekcjonowania z Paryża, czy Nowego Jorku.  Dowiedzieć się więcej o samej galerii i moich zbiorach, zapytać o interesujących ich artystów czy trendy, które panują nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Będzie to świetna okazja, by dowiedzieć się więcej o kolekcjonerstwie lub podyskutować na temat rynku sztuki.  

 

N: Jaką radę mógłby dać Pan komuś, kto chciałby zostać kolekcjonerem, ale nie ma jeszcze żadnego doświadczenia?

 

WF: Jak najwięcej pytać, studiować, uczyć się, przeglądać katalogi aukcyjne i albumy o sztuce, odwiedzać galerie i muzea oraz poznawać innych kolekcjonerów i wymieniać z nimi cenne doświadczenia. Należy w sobie wykształcić swój własny gust i swoją opinię, a oczywiście kierować się radami bardziej doświadczonych kolekcjonerów. Najważniejsze jest w tym to, by kolekcjonować to, co się danej osobie podoba, bo mimo przemijających trendów kolekcja – jako część naszego życia - powinna zawsze dawać radość.

 

 

 

fot.materiały prasowe

 

Numarte

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ