Strona główna » Aktualności » Artykuły » Zsolnay - „Tiffany z Peczu” : węgierska secesja w MCK-u
Dsc 5452 fot klaudyna schubert

Najnowsza wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie unaocznia fenomen europejskiej sztuki około 1900 r. „Zsolnay. Węgierska secesja” to opowieść nie tylko o finezyjnej „art nouvaeu”, ale i zapis niezwykłej historii rodzinnego przedsiębiorstwa, którego wyroby porównywano do dzieł Tiffany'ego. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach obchodów Roku Kultury Węgierskiej w Polsce.

W ostatnim dziesięcioleciu XX w. secesja rozpoczęła swój manifest przeciw zmanierowanemu akademizmowi. Pragnienie zerwania z dotychczasowym tendencyjnym stylem kazało artystom poszukiwać nowych inspiracji i form. Motywy zaczerpnięte ze świata przyrody i żywiołów łączyły się z orientalizującymi elementami w oniryczne kompozycje. Hasła o jedności wszystkich sztuk doprowadziły do rozwoju estetyki rzemiosła artystycznego i sztuki użytkowej.

Nowe prądy artystyczne szybko podchwycili właściciele fabryki Zsolnay. Niewielka manufaktura założona w 1853 r. przez Miklósa Zsolnay w Peczu przekształciła się w ciągu kilkudziesięciu zaledwie lat w słynną wytwórnię ceramiki, przejmowaną przez kolejnych członków rodu. Vilmos, syn Miklósa, uczynił pracę swoją największą pasją, która angażowała go bez reszty. Wraz z przyjacielem-aptekarzem zapamiętale eksperymentował nad techniką eosynową, nadającą powierzchni przedmiotu iryzującą powłokę. Stanie się ona później niejako wyróżnikiem węgierskiej marki. W liście do brata Vilmos pisze: „Ryzykuję całym majątkiem, aby rozwinąć produkcję, aby produkować dobrze i więcej”. Budapesztańska burżuazja doceniła te starania i chętnie kupowała wyroby z Peczu.

Na przełomie XIX i XX w. entuzjastycznie przyjmowano produkty ceramiki artystycznej, które, wedle secesyjnych norm, cechowały się warsztatową wirtuozerią i szczególną estetyką. Wystawa w MCK-u prezentuje między innymi oryginalne wazony, donice, talerze, kufle i żardiniery. Połyskliwe powierzchnie eosynowe, metaliczny połysk kolorów, stylizowane motywy roślinne i faliste płynne linie krawędzi przykuwają wzrok na długie chwile. Wzornictwo fabryki Zsolnay sięgało do modnych ówcześnie motywów japońskich, perskich, orientalizujących, ale i do elementów sztuki ludowej. Obejrzeć można też wspaniałe szkice i unikatowe akwarelowe projekty obiektów. Nie należy zapominać o ceramicznych detalach architektonicznych, które prezentowane są na wystawie razem ze zdjęciami budynków Peczu i Budapesztu, zdobionych do dzisiaj barwnymi wyrobami Zsolnay. Wystawa proponuje oglądającemu zapoznanie się z secesją wysokiej klasy, która naturalnie łączy swe dzieje z historią Węgier. Przejrzysta narracja angażująca zmysły i intelekt jest cennym elementem ekspozycji.

W katalogu wystawy możemy przeczytać, ze secesyjni projektanci realizowali postulat „przywiązania do materiału, wedle którego wykonanie nie powinno przesłaniać właściwej natury tworzywa, ale raczej uwypuklać ją”. Węgierska sztuka „złotego wieku” jest funkcjonalna oraz niezwykle estetyczna. Oglądając ekspozycję, cieszymy oko finezją kształtu i koloru, ale odczuwamy także chęć dotknięcia przedmiotu i sprawdzenia jego pierwotnej funkcji. Korzystny sposób rozmieszczenia obiektów w przestrzeni galeryjnej sprawia, że możemy skupić uwagę na każdym z nich osobno.

Interesujące jest, że w historii fabryki Zsolnay pojawia się wątek związany z Polską. Tadeusz Tádé Sikorski, polski architekt, ożenił się z Júlią Zsolnay i dołączył do grona wytwórców węgierskiej ceramiki. Pracował jako dyrektor artystyczny zakładu i projektował poszczególne obiekty. Szkice koncepcyjne Sikorskiego można obejrzeć na wystawie. Jego prace cechuje upodobanie w formach motywów ludowych czy elementach sztuki wschodniej.

Zwiedzając krakowską wystawę, warto zwrócić uwagę na motyw tulipanu, pojawiającego się w katalogu fabryki Zsolnay ponad sto razy. Charakterystyczny kwiat był traktowany jako symbol węgierskiej tożsamości narodowej. Jest znakiem wsparcia dla rodzimego rzemiosła i jednym z kilku widocznych na ekspozycji prób poszukiwania „węgierskiego języka form”. Aspekt historyczny i społeczny widoczny w najnowszej wystawie MCK-u może być pretekstem do rozważań nad potrzebą inwestowania w rodzimą sztukę.

 

Wystawa odbywa się w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie do 2.07.2017 r.

 

fot. Klaudyna Schubert, dzięki uprzejmości Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie

Weronika Bożomańska

INNI CZYTALI RÓWNIEŻ