2018: podsumowania
Do podsumowania najważniejszych wydarzeń na polskim rynku sztuki, związanych z nimi zaskoczeń i kłopotów, z którymi mierzyli się w ciągu ostatniego roku, zaprosiliśmy przedstawicieli trzech domów aukcyjnych. Martyna Nowicka rozmawia z Agatą Szkup, reprezentantką Desy Unicum, największego polskiego domu aukcyjnego; Ewą Skok – prezeską zarządu Libry, jednego z najmłodszych domów aukcyjnych oraz Mikołajem Konopackim, prowadzącym specjalizującą się w młodej sztuce Pragalerię.

Desa Unicum

Agata Szkup, członkini Zarządu DESA Unicum oraz Dyrektorka Departamentu Sprzedaży

Jak z perspektywy Desy Unicum DESA Unicum, największego polskiego domu aukcyjnego, wyglądał 2018 rok?
W stosunku do roku poprzedniego 2018 przyniósł kolejne wzrosty i rekordy. Ważnym wydarzeniem była dla nas na pewno Aukcja Sztuki Współczesnej, która odbyła się 29 listopada, gdzie za rekordową kwotę ponad 4,7 mln zł została sprzedana praca Wojciecha Fangora. To zresztą wyraźny znak, że segment sztuki współczesnej bardzo się rozwija – także dlatego, że prac polskich artystów zaczynają poszukiwać kolekcjonerzy z całej Europy. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się nie tylko wspomniany już Fangor, ale także Ryszard Winiarski czy Henryk Stażewski.  Są też oczywiście nazwiska polskie na skalę międzynarodową, takie jak Roman Opałka, Magdalena Abakanowicz albo Alina Szapocznikow.

Czy w ciągu ostatniego roku zmieniło się Państwa podejście do konstruowania oferty aukcyjnej?

W ciągu ostatniego roku skupiliśmy się na rozwijaniu projektów specjalnych. Zauważyliśmy, że bardzo dużym zainteresowaniem kolekcjonerów cieszą się aukcje poświęcone konkretnej tematyce, konkretnym formacjom czy nawet artystom. I tak w pierwszej połowie roku zorganizowaliśmy licytację poświęconą wyłącznie École de Paris. Została ona bardzo ciepło przyjęta zarówno przez kolekcjonerów, jak i odbiorców. Aukcji towarzyszył bogaty program wydarzeń towarzyszących. We wrześniu podjęliśmy temat sztuki kobiet i sztuki feministycznej. Na aukcji z ogromnym zainteresowaniem spotkały się nie tylko prace artystek klasycznych takich jak Maria Jarema, ale również twórczyń z młodego pokolenia, jak Agata Bogacka. W listopadzie zorganizowaliśmy aukcję poświęconą jednemu artyście, w tym roku padło na Magdalenę Abakanowicz – w ofercie znalazły się jej dzieła od lat sześćdziesiątych po dwutysięczne. Kolejnym projektem, który rozpoczęliśmy jesienią była aukcja designu - to na pewno wątek, który będziemy kontynuować również w bieżącym roku, kolejna odbędzie się już w kwietniu. W przyszłym roku pewno pojawią się też aukcje tematyczne – na razie mogę zdradzić tylko, że po powodzeniu zeszłorocznej licytacji planujemy powrócić do École de Paris.
W aktualnej ofercie Desy Unicum znajdują się nie tylko dzieła sztuki, ale także kolekcjonerskie samochody, biżuteria czy design. Czy to znaczy, że śladem największych światowych domów aukcyjnych Desa chce poszerzać ofertę o kolejne segmenty rynku?
Według raportu Artnetu za rok 2017 Desa Unicum znajduje się na 11 miejscu w rankingu domów aukcyjnych w Europie. Staramy się otwierać polski rynek na Zachód. Poszerzanie naszej oferty jest jednym z elementów tego procesu, służy pokazywaniu różnorodności i rozwijaniu segmentów, które nie były dotychczas obecne na polskim rynku sztuki. Na pewno warto tu wspomnieć o aukcjach komiksu i ilustracji, które z powodzeniem organizujemy od trzech lat. Są to jedyne tego typu aukcje w Polsce, a na Zachodzie to segment o sporej popularności. Pokazujemy polskim kolekcjonerom alternatywne gałęzie, obiekty, w które można inwestować, takiej jak wspomniane samochody kolekcjonerskie. To na pewno jest na razie niedoszacowany rynek, sporo można tu jeszcze osiągnąć.
Chciałabym zapytać Panią o osobiste wrażenia z 2018 roku: co nazwałabym Pani największym zaskoczeniem zeszłego roku?

To na pewno była sprzedaż pracy Marii Jaremy, do której doszło po bardzo długiej licytacji. Pod młotkiem padła cena 850 000 złotych. Z opłatą aukcyjną cena wyniosła ponad milion złotych. To najdroższa współczesna praca stworzona przez kobietę.

Dom Aukcyjny Libra

Ewa Skok - prezeska zarządu Domu Aukcyjnego Libra

Jak z perspektywy najmłodszego domu aukcyjnego na polskim rynku wyglądał 2018 rok? 
Z perspektywy Domu Aukcyjnego Libra w 2018 każdy miesiąc przynosił coś nowego – zmieniliśmy siedzibę na większą, rozszerzyliśmy ofertę aukcyjną w różnych kierunkach: sztuki dawnej, drobniejszych prac kolekcjonerskich w bardzo przystępnych cenach, a także rozpoczęliśmy sprzedaż galeryjną online. Zaczęliśmy też organizować wystawy prac w sezonie pozaukcyjnym: Rajmunda Ziemskiego, a obecnie Louisa Marcoussisa. Naszym sukcesem w 2018 jest też nawiązanie udanej współpracy z instytucjami publicznymi. 
Myślę, że przede wszystkim ugruntowaliśmy swoją pozycję na polskim rynku – udowadniając, że nie jesteśmy efemerycznym tworem, tylko przemyślaną inicjatywą biznesową z dobrze przygotowaną strategią rozwoju i profesjonalnym zapleczem.
Jakie było największe zaskoczenie na rynku w ciągu ostatniego roku?
Można powiedzieć, że stałym zaskoczeniem są ceny prac Wojciecha Fangora – od kilku lat słychać głosy, że droższe już być nie mogą, a jednak wyniki kolejnych aukcji pokazują inaczej.
Niespodzianką można też nazwać zmiany kadrowe w niektórych instytucjach publicznych.
Okazało się też, że wprowadzenie obowiązku prowadzenia ksiąg ewidencyjnych, wcale nie jest tak problematyczne dla działalności jak się tego obawialiśmy, choć wytyczne nadal są niezbyt klarowne.
Czy uważa Pani, że polski rynek sztuk napotkał ostatnio problemy, które mogłyby rzutować na kolejne lata?
Problemy na rynku są nadal te same: falsyfikaty i brak ekspertów, którzy są w stanie jednoznacznie przypisać autorstwo dzieł oraz brak przepisów prawnych pozwalających na eliminacje tych falsyfikatów z rynku.
Kolejnym poważnym problemem, który się nasila w naszej działalności są długie procedury wywozowe w przypadku sprzedaży polskich dzieł sztuki za granicę – mamy coraz więcej klientów z całego świata i rosnące zainteresowanie sztuką polskich artystów – a wielomiesięczne oczekiwanie na decyzje wywozowe powstrzymuje często międzynarodowych kolekcjonerów przed zakupami w Polsce – ze szkodą dla naszego rynku i dla karier tych artystów.
Czy sądzi Pani, że polski rynek sztuki czekają w najbliższych latach zasadnicze zmiany? Czy tendencja wzrostowa ostatnich dekad jest do utrzymania? 
Uważam, że polski rynek sztuki nadal będzie rosnąć, proporcjonalnie do wzrostu polskiej gospodarki. Moim zdaniem, w naszym społeczeństwie nadal jest ogromny niewykorzystany kapitał kulturowy i finansowy: jeszcze wielu obywateli może zainteresować się sztuką i „zarazić” kolekcjonerstwem, ponieważ mają do tego dwa niezbędne czynniki: środki finansowe i potencjał intelektualny, który pozwala zrozumieć i docenić jej wartość.
Mam nadzieję, że zmiany na naszym rynku będą szły powoli w kierunku większej przejrzystości i uregulowania, a tym samym uproszczenia prowadzenia działalności handlowej dziełami sztuki – z korzyścią dla wszystkich uczestników tego rynku. Liczę też, że włączymy się powoli w nurt globalizacji rynku sztuki, bo jak na razie jesteśmy zamknięci na sztukę innych artystów niż polskich, a obecność polskiej sztuki na świecie też jest raczej jeszcze incydentalna.

Pragaleria

Mikołaj Konopacki - prowadzi Pragalerię

Jak wyglądał 2018 rok z perspektywy Pragalerii?

To był na pewno rok ciężkiej pracy – w 2018 roku przygotowaliśmy 8 wystaw, przeprowadziliśmy 18 aukcji młotkowych, 14 internetowych, czyli łącznie ponad 30. To także rok sukcesów i nowości – w październiku po raz pierwszy zorganizowaliśmy Aukcję Sztuki Współczesnej. W ofercie Pragalerii znajduje się przede wszystkim młoda sztuka, więc ta licytacja malarstwa była próbą zainteresowania naszych klientów nieco innymi pracami, które mogą osiągać wyższe ceny. Sukces tej aukcji i obrót z niej, który wyniósł niemal milion złotych, sprawił, że w publikowanym przez Artinfo rankingu polskich domów aukcyjnych jesteśmy na 9 miejscu. To duży sukces dla małej firmy, gdzie pracują 4 osoby. Mocno się staramy, żeby ta niewielka firma była jednak rozpoznawalna, a klienci zadowoleni ze współpracy. 

A jak oceniłby Pan ten rok na polskim rynku sztuki?

Rynek sztuki w 2018 kształtowała przede wszystkim walka między dwoma największymi domami aukcyjnymi, a co za tym idzie – także pewien wzrost zainteresowania sztuką. Cały czas przybywało klientów, pojawiały się też nowe firmy: galerie, domy aukcyjne. Część z nich się utrzyma, część pewnie nie, ale to znak, że prowadzenie galerii zaczyna być traktowane jako biznes, co znaczy, że optymistycznie spogląda się na rynek sztuki. To dobrze, bo nadal ubolewamy wszyscy, że w Polsce zainteresowanie sztuką jest stosunkowo niewielkie. Ponoć sztuką interesuje się 3% populacji: a ta liczba obejmuje nie tylko kolekcjonerów, galerzystów i muzealników, ale też artystki i artystów, ich partnerów, wszystkich absolwentów uczelni artystycznych… To od lat bolączka rynku sztuki. Druga jest taka, że niewielu jest młodych kolekcjonerów.

Chociaż mógłbym opowiedzieć także dokładnie odwrotną historię: z aukcji na aukcję zyskuję kilkudziesięciu nowych klientów, cały czas ktoś nowy loguje się na platformie internetowej. Często to są ludzie, którzy nigdy wcześniej nie brali udziału w aukcjach, siłą rzeczy – sporo wśród nich jest i młodych.

Wspomniał Pan o rywalizacji między dużymi domami aukcyjnymi – jak odbija się ona na działalności małych firm?

To naturalne, że zainteresowanie rynkiem sztuki pobudzają rekordy. Ludzie łakną sensacji, dużych kwot – one pobudzają wyobraźnię: wydać kilka milionów na obraz czy serię obrazów, to jest dla zwykłego Kowalskiego astronomiczna kwota. Natomiast rywalizacja o coraz wyższe ceny sprawia, że sprzedawane tam obiekty są po prostu drogie. Jeśli u mnie na aukcji można kupić obraz za 1800 – 2200 zł, a w innych domach aukcyjnych jego prace kosztują 4000 – 5000 zł, sporo klientów trafia do mnie z przekonaniem, że w Pragalerii można kupować sztukę w rozsądnych cenach. Pompowanie wyników chyba nie działa na korzyść rynku.

A skąd się biorą te różnice w cenach sprzedaży?

Myślę, że wpływa na to wiele aspektów. Od podejścia sprzedawcy, po chęć pokazania się, pochwalenia się środkami: w niektórych domach aukcyjnych modnie jest coś kupić, to rodzaj snobizmu.

Kupowanie sztuki to nie jest dobry snobizm?

Zdecydowanie jest, tylko trzeba zachować rozsądek. Kolekcjonowanie to oczywiście snobizm, ale jeśli obraz można kupić za 1500 – 2000 zł, to płacenie za niego 7000 – 8000 zł znaczy, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd albo nie wiemy, co robimy. Jeśli zaś klient nie wie, to znaczy, że pracownicy domu aukcyjnego się nim nie zajęli, nie powiedzieli mu, jakie ceny osiągają prace danego artysty/artystki, do jakiej granicy warto licytować. Jeśli dzieła średnio kosztują około 1500 zł, to licytowanie do 8000 zł świadczy o dezinformacji.

Co uznałby Pan za największe zaskoczenie roku?

Z naszej perspektywy – 4 osób, które zorganizowały ponad 30 aukcji, byłoby to chyba nadejście bieżącego roku. Na polskim rynku widać dziś działanie pewnych mechanizmów: odchodzenie sztuki dawnej, zainteresowanie współczesną… Wszystko to wydaje mi się zrozumiałe. No i oczywiście cieszę się, że rynek się rozwija, że przybywa cały czas klientów, chociaż cały czas jest jeszcze miejsce na nowych.

Czy ta rosnąca liczba kupców wpłynęła na wzrost sprzedaży?

W Pragalerii radzimy sobie dobrze, utrzymujemy sprzedaż na poziomie od 60 do 80% oferty. Trudno mi to porównywać z droższymi, dużymi aukcjami. W wypadku aukcji młodej sztuki, sprzedaż utrzymuje się na stałym poziomie. Pojawiają się nowy klienci, ale część przestaje kupować – przecież wszyscy mają ograniczone możliwości przestrzenne. Po zakupie 30 czy 50 obrazów, często trzeba sobie zrobić przerwę.